Lekarz rodzinny z Ghlin, Robert Domecki, który od ponad 50 lat prowadzi praktykę lekarską, obchodził w poniedziałek swoje 80. urodziny. Mimo sędziwego wieku wciąż przyjmuje pacjentów i nie myśli o przejściu na emeryturę, nawet po brutalnym ataku sprzed lat. W rozmowie opowiada o swojej drodze zawodowej i pasji do medycyny.
Robert Domecki początkowo marzył o kapłaństwie, jednak ostatecznie wybrał zupełnie inną ścieżkę – studia medyczne. Jak sam podkreśla, nigdy tej decyzji nie żałował. Najlepszym dowodem jest fakt, że w dniu swoich 80. urodzin nadal prowadzi praktykę lekarską przy rue des Déportés w Ghlin.
Lekarz, zaskoczony zainteresowaniem jego osobą, reaguje z humorem: „Zadzwońcie do mnie za dziesięć lat, kiedy będę miał 90 lat”. Ostatecznie zgadza się jednak opowiedzieć, dlaczego mimo możliwości przejścia na zasłużoną emeryturę nadal konsultuje pacjentów od godziny 7:00 do 21:00. „Przede wszystkim mam szczęście cieszyć się dobrym zdrowiem” – wyjaśnia. „Nigdy nie piłem ani nie paliłem. Przez lata intensywnie uprawiałem sport, grałem w piłkę nożną do 65. roku życia i dużo jeździłem na rowerze. Niestety po poważnym upadku uszkodziłem kolano i musiałem z tym skończyć”.
Napad w 2007 r.
Jak podkreśla sam lekarz, to przede wszystkim pasja do zawodu sprawiła, że nigdy nie rozstał się ze stetoskopem i białym fartuchem. „To fascynująca praca” – mówi. Zwraca też uwagę na zmiany technologiczne: „Dziś wszystko jest skomputeryzowane, co bardzo ułatwia pracę”. Jego przychodnia działa w systemie otwartych drzwi od 7:00 do 21:00, bez konieczności wcześniejszego umawiania wizyt, choć – jak przyznaje – pacjenci muszą czasem uzbroić się w cierpliwość, bo kolejki sięgają nawet na zewnątrz budynku. Oprócz pracy w gabinecie Domecki nadal odwiedza pacjentów w dwóch domach opieki w Mons.
Córka lekarza, Stéphanie, potwierdza, że medycyna zawsze była centrum życia jej ojca. „Jeszcze w ten weekend mówiono mu, żeby zwolnił tempo, ale on nigdy nie chciał o tym słyszeć” – mówi. „To lekarz starej daty, który kocha swój zawód i pacjentów. Jego przychodnia to całe jego życie. Nawet w weekendy jest aktywny i zajmuje się majsterkowaniem”.
Wielu na jego miejscu zrezygnowałoby z pracy po traumatycznym wydarzeniu z grudnia 2007 r. Wówczas, podczas zamykania przychodni, Robert Domecki został zaatakowany młotem przez dwóch zamaskowanych sprawców szukających pieniędzy. Doznał licznych obrażeń, w tym złamań twarzy. Mimo to już tydzień później wrócił do pracy. „Szybko się podniósł, choć to zdarzenie pozostawiło ślad” – wspomina córka. „Ale tata ma w sobie ogromną zdolność przebaczania”.
Urodzony w Niemczech
Źródeł tej siły charakteru lekarz upatruje w historii swojej rodziny. Jego rodzice mieszkali w Polsce i podczas II wojny światowej zostali deportowani do Niemiec. Robert urodził się tam w 1946 r. „Po wojnie nie chcieli wracać do Polski. Zdecydowali się przyjechać do Belgii do pracy. Ojciec pracował w kopalni węgla, mama była krawcową. Przyjechali we trójkę z jedną tekturową walizką i stopniowo odbudowali swoje życie” – opowiada.
Robert Domecki studiował medycynę w Leuven i z uśmiechem wspomina, że to on był inicjatorem 24-godzinnego wyścigu rowerowego w Louvain-la-Neuve. Karierę lekarza rodzinnego rozpoczął oficjalnie w 1971 r. Przez ponad pięć dekad zbudował bliskie relacje z wieloma pacjentami. Przeżył też trudne chwile, jak pożar w Les Mésanges, w którym zginęło siedem osób. Mimo takich doświadczeń pasja do zawodu zawsze brała górę.
W wieku 80 lat Robert Domecki nie planuje przejścia na emeryturę. „Moi pacjenci na mnie liczą. Lubią mnie, a ja lubię ich” – podsumowuje.