W dzielnicy dworcowej Roeselare od dziś obowiązuje zakaz gromadzenia się w grupach większych niż trzy osoby. Ograniczenie wprowadzono na miesiąc i dotyczy kilku ulic położonych za dworcem kolejowym. Decyzja jest reakcją na kolejne przypadki zakłócania porządku publicznego, które – jak podkreślają władze – potwierdzono podczas działań kontrolnych w ubiegły weekend. Burmistrz Kris Declercq (CD&V) wskazuje, że mieszkańcy wielokrotnie skarżyli się na nękanie przez grupy przesiadujące w okolicy, a w trakcie akcji policja odnotowała również cztery przypadki posiadania i dystrybucji narkotyków. Wcześniej miasto wprowadziło już zakazy spożywania alkoholu w wielu miejscach, jednak obecny zakaz zgromadzeń stanowi odrębny środek, ukierunkowany na skargi mieszkańców.
Reakcja na powtarzające się skargi mieszkańców
„Uważam za niedopuszczalne, że mniejsze grupy ludzi kręcą się przy sklepach nocnych lub w ciemnych zaułkach i nękają przechodniów” – mówi burmistrz Kris Declercq (CD&V). „W ubiegły weekend odnotowano również 4 przypadki posiadania i dystrybucji narkotyków. Ludzie czują się tam przez to niepewnie.”
Jak wyjaśnia burmistrz, wcześniejsze zakazy spożywania alkoholu w przestrzeni publicznej są osobnym narzędziem i nie wyczerpały problemu. „To, że teraz pojawia się zakaz zgromadzeń, jest od tego niezależne. Wielokrotnie otrzymywaliśmy zgłoszenia od mieszkańców w okolicy Sint-Hubrechtsstraat i wokół niej, którzy mówili, że są nękani. Po dużej akcji policyjnej z ubiegłego weekendu nie chcieliśmy dłużej czekać z przeciwdziałaniem zakłóceniom.”
Zakaz na razie na miesiąc, możliwe przedłużenie
Zakaz zgromadzeń wprowadzono na miesiąc. Burmistrz zaznacza, że tego typu środki wymagają ostrożności od strony prawnej. „Z zakazami zgromadzeń i zakazami przebywania trzeba postępować ostrożnie pod względem prawnym. Jest ograniczony w czasie, ponieważ musi być proporcjonalny do skali zakłóceń. Ale jeśli będzie to konieczne, możemy go rozszerzyć. Musimy tylko zadbać o to, aby był dobrze uzasadniony.”
Declercq nie spodziewa się, że grupy po prostu przeniosą się w inne miejsce, gdzie zakaz nie obowiązuje. Podkreśla, że strefę wyznaczono precyzyjnie – tam, gdzie problem występował najczęściej. „Bardzo starannie wyznaczyliśmy strefę. Chodzi o te miejsca, gdzie ludzie naprawdę chętnie się zbierali. Dzięki kontrolom i karaniu sytuacja naprawdę powinna się poprawić. Osoby łamiące zakaz otrzymują mandat administracyjny lub są zatrzymywane administracyjnie” – podsumowuje.