30 sierpnia 2024 r. w strefie policyjnej La Louvière prowadzono serię kontroli drogowych. Podczas jednej z akcji patrol zatrzymał samochód, którym kierował mężczyzna, a na miejscu pasażera siedziała kobieta. Badanie alkomatem u kierowcy dało wynik pozytywny. Dodatkowo mężczyzna nie potrafił okazać wymaganych dokumentów.
Policjanci pozwolili więc pasażerce podejść do mieszkania znajdującego się w pobliżu, aby przynieść brakujące dokumenty. Sytuacja szybko zaczęła jednak eskalować. Kobieta zdenerwowała się, zaczęła się buntować i obrażać funkcjonariuszy. Według relacji miała też sięgać po przemoc fizyczną. Przed sądem przyznała się do części zarzucanych jej czynów. „Naprawdę żałuję, to był zły okres w moim życiu” – powiedziała, jednocześnie zaprzeczając, by użyła przemocy fizycznej.
Homofobiczne wypowiedzi i wulgarne zachowanie
Podczas rozprawy zastępca prokuratora szczegółowo opisał przebieg zdarzeń. „Przeszła obok pierwszego policjanta, mówiąc: Czego ty chcesz?” – relacjonował. Gdy funkcjonariusze próbowali ją uspokoić, miała kierować pod ich adresem homofobiczne uwagi – wyjaśniono w sądzie.
Kobieta ostatecznie wróciła do domu po dokumenty, a następnie pojawiła się ponownie na miejscu kontroli. Wtedy policjant poprosił ją o okazanie dowodu tożsamości. Odmówiła. Jak przekazała prokuratura, „pokazała pośladki, mówiąc: To moja tożsamość, a moja karta jest w środku”.
Kiedy sytuacja się zaostrzyła, policjanci włączyli kamery nasobne. Kobieta miała położyć się na ziemi, twierdząc, że została popchnięta. Umieszczona w radiowozie kopała funkcjonariuszy i nie przestawała ich wyzywać. „Słyszymy, jak mówi: w dupę. Kiedy pytają ją o tożsamość, podaje nazwisko, a jako imię odpowiada: Pieprzę cię” – zrelacjonował zastępca prokuratora.
Prokuratura żąda 10 miesięcy więzienia
Prokuratura domaga się kary 10 miesięcy pozbawienia wolności oraz grzywny. Kobieta była już wcześniej trzykrotnie skazywana przez sąd policyjny.
Obrona powołała się na całkowitą lukę w pamięci, mającą wynikać z połączenia alkoholu i leków przeciwlękowych. „Przechodziła niezwykle trudny okres, naznaczony postępowaniem sądowym dotyczącym opieki nad jej dziećmi” – argumentowała adwokat.
Prawniczka wskazywała też na toksyczne tło relacji, w której miała funkcjonować jej klientka. Mężczyzna, z którym – jak podkreślono – regularnie wychodziła do lokali, zmarł w maju. „Ten destrukcyjny związek trwał dwa lata. Dziś kobieta chce się odbudować” – dodała, wnosząc o łagodniejszą karę.
Oskarżona w sądzie wyraziła żal, a salę rozpraw opuściła we łzach. Wyrok ma zostać ogłoszony za miesiąc.