Od września 2025 r. do 21 stycznia 2026 r. Narodowe Centrum Kryzysowe (NCCN) odnotowało w Belgii 558 zgłoszeń dotyczących podejrzanych dronów. Wśród nich 130 przypadków dotyczyło lotów nad bazami wojskowymi, 66 – nad instalacjami jądrowymi, a pozostałe zgłoszenia odnosiły się do innych wrażliwych obiektów, m.in. lotnisk. Mimo działań prowadzonych na szczeblu krajowym i międzynarodowym, nie udało się dotąd ustalić tożsamości osób odpowiedzialnych za te przeloty.
Dane przedstawił we wtorek minister spraw wewnętrznych Bernard Quintin z MR podczas wymiany poglądów w Izbie, w której uczestniczyli również minister obrony Theo Francken z N-VA oraz minister mobilności Jean-Luc Crucke z Les Engagés. Jak podkreślano, problem dronów rozdzielony jest między trzy federalne służby publiczne, co utrudnia sprawną koordynację działań.
Wiele fałszywych alarmów, szczyt w listopadzie
„Ważne jest, aby podkreślić, że mówimy tu o obserwacjach dronów” – zaznaczył Bernard Quintin. Weryfikacje prowadzone po zgłoszeniach wykazały, że część z nich była fałszywymi alarmami lub dotyczyła tego samego zdarzenia raportowanego kilkukrotnie. W efekcie podawana liczba ma charakter szacunkowy i w praktyce może być wyraźnie niższa. Jednocześnie nie można wykluczyć, że część przelotów w ogóle nie została zgłoszona. „Tak czy inaczej, liczby pokazują, że szczyt wyraźnie wystąpił w listopadzie” – dodał były dyplomata.
Na początku listopada, mimo skali zgłoszeń, NCCN nie ogłosiło alertu ani pre-alertu w ramach Krajowego Planu Nadzwyczajnego. Według oceny służb bezpieczeństwa nie istniało wtedy bezpośrednie zagrożenie dla mieszkańców kraju ani dla infrastruktury. Jak przekazał minister z MR, zdarzenia miały raczej charakter działań zastraszających i zakłócających, prawdopodobnie powiązanych z jakimś aktorem państwowym.
Rosja podejrzana, ale bez dowodów
Choć wiele wskazuje na możliwy wątek rosyjski, identyfikacja sprawców – jak zaznaczono – „wcale nie jest oczywista”, mimo intensywnych działań śledczych, również na szczeblu międzynarodowym. Bernard Quintin zapewnił, że postępowanie na poziomie sądowym trwa, a w prokuraturze federalnej utworzono w tej sprawie „akta główne”.
Ministrowie odnieśli się też do „niezrozumienia, a nawet irytacji” – jak ujął to Theo Francken – wśród osób mieszkających w Belgii, które pytają, dlaczego tak trudno wskazać odpowiedzialnych za wtargnięcia dronów nad wrażliwe obiekty. Wskazywano m.in. na mobilność i zwrotność urządzeń, które potrafią szybko zniknąć po zgłoszeniu, a także na charakter zagrożenia hybrydowego, które z definicji jest trudne do jednoznacznego przypisania konkretnemu sprawcy.
Belgia nie jest jeszcze gotowa na skuteczną reakcję
„Nie jesteśmy jeszcze gotowi, aby w skuteczny i efektywny sposób podejść do problematyki dronów” – przyznał Theo Francken, jednocześnie podkreślając, że jest zadowolony ze sposobu, w jaki on i jego koledzy zarządzali sprawą. Dodał też, że gdyby podobna fala zdarzeń pojawiła się ponownie, reakcja państwa byłaby „bez wątpienia” szybsza i skuteczniejsza.
Pytany o to, w jaki sposób ma zostać osiągnięta taka gotowość, flamandzki nacjonalista przypomniał, że pod koniec roku zaprezentowano już pewne środki, a kolejne mają zostać ogłoszone wkrótce. W kwestii szczegółów – co dokładnie i kiedy – Theo Francken woli zachować dyskrecję, argumentując, że „nie powinniśmy czynić naszych wrogów mądrzejszymi, niż już są”. Zapowiedział, że odpowiedzi na pytania parlamentarzystów przedstawi na posiedzeniu komisji ds. zakupów wojskowych – przy drzwiach zamkniętych.