Flamandzka minister edukacji Zuhal Demir, która w tym tygodniu po raz pierwszy musiała zmierzyć się ze strajkiem uczniów, zapowiada większą kontrolę nad wdrażaniem swoich reform w szkołach. Polityczka N-VA chce wyznaczyć wyraźniejsze granice wolności pedagogicznej, z której korzystają placówki we Flandrii.
Sztuka strajkowania nie jest zarezerwowana wyłącznie dla dorosłych. W czwartek uczniowie flamandzkich szkół średnich zostali wezwani do opuszczenia zajęć i zamanifestowania sprzeciwu wobec polityki minister edukacji. Było to wydarzenie bez precedensu. O ile wcześniej młodzież protestowała już w sprawach klimatu lub w reakcji na konkretne problemy w poszczególnych szkołach, o tyle strajk skierowany bezpośrednio przeciwko urzędującej minister stanowi nowość w flamandskim systemie oświaty.
Największe kontrowersje wzbudziły dwa zapowiedziane środki: zniesienie dwóch dni pedagogicznych oraz wprowadzenie zakazu używania telefonów komórkowych podczas lekcji. Protest miał jednak również szerszy wymiar. W mediach społecznościowych uczniowie sygnalizowali ogólne poczucie niepokoju związane z funkcjonowaniem systemu edukacji, w tym przede wszystkim z chronicznym brakiem nauczycieli.
Skrajna lewica w tle protestów?
Na flamandzkiej scenie politycznej szybko pojawiły się pytania o rolę PVDA/PTB w tym ruchu sprzeciwu. Wątpliwości te wynikały z faktu, że partia o profilu marksistowskim niemal natychmiast włączyła się w poparcie protestujących uczniów, a w mediach społecznościowych, zwłaszcza na TikToku, pozytywnie oceniano samą ideę strajku.
PTB zaprzeczała, jakoby stała u źródeł mobilizacji, podkreślając, że jedynie solidaryzuje się z postulatami młodzieży. Mimo to zastrzeżenia pozostały. Organizacja Scholierenkoepel, reprezentująca uczniów, nie wezwała bowiem do strajku, obawiając się politycznej instrumentalizacji protestu, w tym właśnie przez PTB. Dodatkowo podczas czwartkowych zgromadzeń w kilku miastach wyraźnie widoczna była obecność RedFox, młodzieżowego ruchu PTB, do którego można należeć już od 13. roku życia.
W praktyce protest przybrał największy rozgłos w mediach społecznościowych, natomiast w terenie jego skala pozostała ograniczona. W Antwerpii protestowało około 200 uczniów, w Gandawie 400, w Brukseli około 100, a w Hasselt około 60. Szkoły nie wyraziły zgody na opuszczanie zajęć, choć w części placówek dostrzegano w inicjatywie uczniów przejaw krytycznego myślenia. W odpowiedzi pojawiły się alternatywne formy sprzeciwu, takie jak listy protestacyjne kierowane do minister czy symboliczne ubranie się na czarno.
Minister nie zamierza ustępować
Zuhal Demir zapowiedziała, że nie wycofa się z decyzji o zniesieniu dwóch dni pedagogicznych. Jej zdaniem jest to kluczowy element zwiększania liczby realnych dni nauki w roku szkolnym. Podobnego kroku nie planuje jej frankofońska odpowiedniczka, Valérie Glatigny z MR, choć także ona deklaruje chęć wydłużenia efektywnego czasu nauczania. Flamandzka minister podkreśla jednak, że mimo twardego stanowiska zamierza kontynuować dialog z młodzieżą.
Podnoszenie poziomu edukacji jako priorytet
Strajk uczniów wpisuje się w szerszy kontekst pogarszających się wyników flamandzkiej edukacji, widocznych m.in. w międzynarodowych badaniach PISA. Demir uczyniła podniesienie poziomu nauczania jednym ze swoich głównych celów. W tym celu chce odejść od reform wprowadzanych przez ostatnie dwie dekady i ponownie nadać priorytet nauce oraz zdobywaniu wiedzy. Jak podkreśla, jej działania napotykają jednak na sztywne ramy prawne.
W wywiadzie dla dziennika Nieuwsblad minister otwarcie zakwestionowała obecne granice wolności nauczania. Stwierdziła, że nie chce ograniczać się do wydawania dekretów, lecz zamierza być obecna w szkołach i oceniać, co działa, a co nie. Takie podejście szybko zderza się jednak z artykułem 24 Konstytucji, który gwarantuje placówkom edukacyjnym autonomię w zakresie metod pedagogicznych. Otwarcie tego obszaru na reformy niesie ze sobą ryzyko naruszenia delikatnej równowagi wypracowanej w ramach paktu szkolnego z 1958 r.