Groźby nałożenia ceł na państwa europejskie, które sprzeciwią się planom Donalda Trumpa wobec Grenlandii, wywołały wyraźne poruszenie po europejskiej stronie Atlantyku. Podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos głos zabrali zarówno Emmanuel Macron, jak i Bart De Wever, prezentując zdecydowane stanowisko. Ursula von der Leyen wybrała natomiast ton bardziej pojednawczy. Tradycyjnie spokojne, biznesowe spotkanie światowych liderów zostało w tym roku zdominowane przez napięcia dyplomatyczne i nerwowe korekty wystąpień.
Choć Stany Zjednoczone wysłały do Davos największą delegację w historii, Europa również była silnie reprezentowana. Europejscy przywódcy przybyli nie tylko jako partnerzy gospodarczy, lecz także jako sąsiedzi, zmuszeni reagować na coraz ostrzejszą retorykę swojego dotychczasowego sojusznika. Szczególne oburzenie wywołały słowa Trumpa, który zagroził dodatkowymi cłami wobec krajów europejskich sprzeciwiających się przejęciu Grenlandii.
Von der Leyen stawia na dialog i jedność
Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen rozpoczęła swoje wystąpienie w tonie wyważonym. Podkreśliła, że „wstrząsy geopolityczne mogą i muszą stać się szansą dla Europy”, a nostalgia nie przywróci dawnego porządku. Jej zdaniem nadszedł moment budowy bardziej niezależnej Europy.
Po zaznaczeniu gotowości do ścisłej współpracy ze Stanami Zjednoczonymi i pochwaleniu roli Trumpa w procesie pokojowym dotyczącym Ukrainy, von der Leyen odniosła się do kwestii Grenlandii. Zaznaczyła, że bezpieczeństwo Arktyki może być zapewnione jedynie wspólnie, a zapowiadane dodatkowe cła uznała za błąd, zwłaszcza między wieloletnimi sojusznikami. Przypomniała przy tym o umowie handlowej UE-USA zawartej w lipcu ubiegłego roku, podkreślając, że w polityce, podobnie jak w biznesie, umów należy dotrzymywać.
Dzień wcześniej Donald Trump ponownie przekonywał, że Stany Zjednoczone są jedyną potęgą zdolną zapewnić pokój siłą i że Europejczycy nie będą w stanie długo stawiać oporu w sprawie Grenlandii. Podczas chaotycznej konferencji prasowej ponownie narzekał na brak Pokojowej Nagrody Nobla, sugerując, że Norwegia kontroluje to wyróżnienie, co w jego narracji miało uzasadniać żądania wobec Grenlandii.
Macron: świat potrzebuje stabilności, nie brutalności
Znacznie ostrzejszy ton przyjął prezydent Francji Emmanuel Macron. W swoim wystąpieniu potępił dryf w stronę świata bez zasad, w którym liczy się wyłącznie prawo silniejszego, a multilateralizm jest systematycznie osłabiany. Ostrzegł przed odejściem w kierunku autokracji, która jego zdaniem prowadzi jedynie do eskalacji przemocy.
Macron sprzeciwił się zarówno wizji wasalizacji Europy, wynikającej z nowego podejścia o charakterze quasi-kolonialnym, jak i czysto moralnej postawie skazującej Unię na marginalizację. Wezwał do wzmocnienia europejskiej suwerenności oraz skutecznej współpracy wielostronnej. Przypomniał o istnieniu unijnego mechanizmu antykoercyjnego, podkreślając, że Europa dysponuje potężnymi narzędziami, które powinna wykorzystywać, gdy nie jest szanowana.
Zwracając się do inwestorów, Macron zaznaczył, że choć UE bywa powolna i wymaga reform, to opiera się na stabilnym porządku prawnym, przewidywalności i poszanowaniu reguł. Na zakończenie stwierdził, że świat potrzebuje stabilności i szacunku, a nie brutalnej siły, i zaapelował, by Europa nie dawała się zastraszyć retoryce opartej na demonstracji przewagi.
De Wever ostrzega przed końcem atlantyzmu
Premier Belgii Bart De Wever, również obecny w Davos, wypowiedział się w podobnie stanowczym tonie. Zaznaczył, że Unia Europejska wykazywała dotąd dużą wyrozumiałość wobec Donalda Trumpa, zwłaszcza w kontekście wsparcia dla Ukrainy. Jego zdaniem UE znalazła się jednak na rozdrożu: albo wystąpi wspólnym frontem, albo grozi jej głęboki kryzys.
De Wever ostrzegł, że wycofanie się z obrony własnych zasad oznaczałoby utratę godności, jednej z podstaw demokracji. Nawiązał przy tym do słów Antonio Gramsciego o czasach przejściowych, w których rodzą się „potwory”, sugerując, że to od Trumpa zależy, jaką rolę odegra w tej historii. Belgijski premier zapowiedział, że podczas planowanego spotkania z prezydentem USA zamierza jasno wskazać, iż pewne czerwone linie zostały już przekroczone.
Parlament Europejski reaguje na napięcia
Relacje transatlantyckie i kwestia suwerenności Grenlandii były również tematem debaty w Parlamencie Europejskim. Szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas wezwała do zachowania spokoju, jedności i konsekwentnego działania. Wśród większości ugrupowań zarysował się konsensus w sprawie zawieszenia ratyfikacji umowy handlowej UE-USA zawartej w lipcu ubiegłego roku, co uznano za najsilniejszą dostępną obecnie dźwignię nacisku.
Jedność ta okazuje się jednak krucha. Część ugrupowań, zwłaszcza z centroprawicy i konserwatystów, opowiada się za deeskalacją i dialogiem. Inne frakcje domagają się zdecydowanej reakcji, w tym wykorzystania mechanizmu antykoercyjnego, często określanego mianem ekonomicznej „broni jądrowej”. Spór pokazuje, że Europa próbuje odnaleźć równowagę między stanowczością a chęcią utrzymania dialogu z coraz bardziej nieprzewidywalnym partnerem zza oceanu.