Podczas środowego posiedzenia komisji rolnictwa parlamentu flamandzkiego doszło do kolejnej politycznej kontrowersji. Poseł Stefaan Sintobin z partii Vlaams Belang, zabierając głos, odniósł się do byłej polityczki partii Groen Petry De Sutter, używając jej imienia z metryki urodzenia. Wypowiedź wywołała ostrą reakcję innych parlamentarzystów oraz organizacji działających na rzecz osób LGBTQI+, które uznały zachowanie posła za jawnie transfobiczne.
Użycie imienia z metryki urodzenia
Stefaan Sintobin użył męskiego imienia, jakie Petra De Sutter otrzymała przy urodzeniu. W trakcie swojego wystąpienia stwierdził: „Jest tu cytat zapisany na moim papierze, nie przez (…) De Sutter, ale przez mojego współpracownika”.
Z sali padły natychmiastowe poprawki ze strony innych parlamentarzystów: „Petra”. Poseł zareagował słowami: „Ah tak, tak, soit”, po czym dodał: „Pfff, co mnie to obchodzi, są tylko dwie płcie”.
Użycie „deadname” jako forma przemocy symbolicznej
Dla osób transpłciowych posługiwanie się imieniem nadanym przy urodzeniu, tzw. deadname, ma szczególnie bolesny charakter. Jest ono powszechnie uznawane za imię, którego nie należy już używać, ponieważ stanowi zaprzeczenie tożsamości płciowej danej osoby.
Świadome używanie deadname jest postrzegane jako forma przemocy symbolicznej i braku szacunku. Prawdziwe imię osoby transpłciowej, którym posługuje się ona po tranzycji, jest integralną częścią jej tożsamości, a jego negowanie traktowane jest jako akt dyskryminacji.
Ostra reakcja parlamentarzystów
Na zachowanie Sintobina zareagował m.in. poseł Jeremie Vaneeckhout, który w mediach społecznościowych napisał, że parlamentarzysta Vlaams Belang, próbując publicznie skontrować go podczas posiedzenia, „błędnie określa płeć kobiety trans i próbuje użyć deadname”. Zdaniem Vaneeckhouta jest to kolejny dowód „bezwstydnej, obrzydliwej transfobii”, która – jak stwierdził – charakteryzuje ideologię tej partii.
Wpis spotkał się z szerokim odzewem i licznymi komentarzami krytycznymi wobec zachowania posła Vlaams Belang.
Organizacje LGBTQI+ mówią o „chamskim zachowaniu”
Do sprawy odniosła się również Çavaria, flamandzka organizacja zrzeszająca stowarzyszenia działające na rzecz społeczności LGBTQI+. Jej rzecznik Thomas Jans ocenił zdarzenie jako „chamskie zachowanie”, podkreślając, że nawet podstawowy szacunek wobec drugiego człowieka okazał się problemem.
Według organizacji incydent ten wpisuje się w szerszy kontekst retoryki i działań Vlaams Belang, które od lat budzą sprzeciw środowisk broniących praw osób nieheteronormatywnych.
Ostrzeżenie przed normalizacją dyskryminacji
Çavaria ostrzegła, że publiczne bagatelizowanie takich zachowań oraz deklaracje w rodzaju „co mnie to obchodzi” mogą prowadzić do normalizacji dyskryminacji. Zdaniem organizacji tego typu postawy zwiększają ryzyko wrogości i przemocy wobec osób transpłciowych w społeczeństwie.