Mieszkańcy Belgii korzystający z opieki medycznej rzadko zakładają, że pobyt w renomowanym szpitalu może zakończyć się utratą mienia. Przypadek pani Muriel pokazuje jednak, że nawet w dużej placówce uniwersyteckiej nie można czuć się całkowicie bezpiecznie. Rezydentka Jemeppe-sur-Sambre w prowincji Namur padła ofiarą kradzieży w czasie, gdy znajdowała się na bloku operacyjnym pod pełną narkozą. Z jej pokoju zniknął niemal nowy smartfon oraz gotówka, mimo że przed zabiegiem rzeczy zostały zamknięte w szafce, a klucz przekazany personelowi. Dla kobiety była to nie tylko strata finansowa, lecz także bolesne doświadczenie emocjonalne, spotęgowane odmową wypłaty odszkodowania. Muriel zdecydowała się nagłośnić sprawę, aby ostrzec inne osoby mieszkające w Belgii przed nadmiernym zaufaniem do zabezpieczeń w miejscach, które z założenia powinny być bezpieczne.
Dramatyczny powrót z bloku operacyjnego
Pani Muriel, 59-letnia pacjentka, trafiła do Cliniques universitaires Saint-Luc w Brukseli niemal rok temu. Ze względów komfortu wybrała pobyt w pokoju jednoosobowym, licząc na większą prywatność i bezpieczeństwo. Przed planowaną operacją miała przy sobie nowy smartfon o wartości 499 euro oraz kosmetyczkę z około 50 euro w gotówce. Chcąc postąpić odpowiedzialnie, poprosiła o zabezpieczenie tych przedmiotów. Jak relacjonuje, szafka w pokoju została zamknięta na klucz, a noszowy przekazał go bezpośrednio pielęgniarkom. Procedura ta wydawała się standardowa i nie budziła żadnych wątpliwości.
Po około sześciu godzinach, gdy zabieg dobiegł końca, Muriel została odwieziona z powrotem do swojego pokoju. Nadal oszołomiona po narkozie, szybko dowiedziała się, że doszło do włamania. Szafka została sforsowana siłą, a telefon i pieniądze zniknęły. Z relacji pacjentki wynika, że personel pielęgniarski nie był szczególnie zaskoczony zdarzeniem i miał przyznać, że podobne kradzieże zdarzały się już wcześniej. Ta reakcja tylko pogłębiła poczucie bezradności i szoku u poszkodowanej.
Systemy zabezpieczeń i działania służb
Inny obraz sytuacji przedstawia rzecznik szpitala Sylvain Bayet, który podkreśla, że kradzieże w Cliniques Saint-Luc należą do rzadkości. Placówka deklaruje stosowanie licznych środków zapobiegawczych, mających chronić pacjentów przebywających na leczeniu. Szpital współpracuje z policją ze strefy Montgomery, a na jego terenie funkcjonuje antena policyjna ułatwiająca szybkie reagowanie na zgłoszenia.
Dodatkowo prowadzone są regularne patrole ochrony, a w strategicznych miejscach zainstalowano monitoring. W przypadku Muriel te zabezpieczenia okazały się jednak niewystarczające. Kobieta zgłosiła sprawę policji i skontaktowała się z ochroną szpitala. Otrzymała informację, że nagrania z kamer nie są na tyle czytelne, by umożliwić identyfikację sprawcy lub stanowić dowód w postępowaniu.
Odszkodowanie wykluczone przez regulamin
Największe rozczarowanie przyszło wraz z próbą uzyskania odszkodowania. Muriel zwróciła się do ubezpieczyciela szpitala, licząc na zwrot kosztów skradzionych rzeczy. Po półrocznej wymianie korespondencji otrzymała odmowę. Ubezpieczyciel wyjaśnił, że polisa odpowiedzialności cywilnej wyklucza rekompensatę za utratę przedmiotów wartościowych, gotówki i biżuterii, o ile nie zostały one zdeponowane w oficjalnym sejfie szpitalnym za pisemnym potwierdzeniem. W ocenie ubezpieczyciela nie doszło do zaniedbania ze strony placówki, co ostatecznie zamknęło drogę do wypłaty odszkodowania. Stanowisko to podtrzymał rzecznik szpitala.
Muriel podkreśla, że nikt podczas przyjęcia nie zaproponował jej skorzystania z sejfu ani nie poinformował o takiej możliwości. Zapewnia, że gdyby wiedziała o tej procedurze, bez wahania oddałaby swoje rzeczy do depozytu. Szpital odpiera te zarzuty, wskazując, że pacjenci są informowani o zasadach bezpieczeństwa jeszcze przed hospitalizacją. Według rzecznika, zarówno informator pacjenta, jak i strona internetowa placówki zawierają jasne ostrzeżenia, by nie zabierać do szpitala cennych przedmiotów i większych sum pieniędzy. Instytucja zastrzega też, że nie ponosi odpowiedzialności za mienie niezdeponowane w sejfie.
Strata emocjonalna większa niż finansowa
Dla pani Muriel sprawa nie sprowadza się jedynie do pieniędzy. Kobieta uważa, że komunikacja z pacjentami w tak stresujących momentach, jak przygotowanie do operacji, jest niewystarczająca. Jej zdaniem wiele osób nie jest w stanie analizować regulaminów i zapisów na stronach internetowych tuż przed zabiegiem. Najdotkliwszą stratą okazała się utrata danych zapisanych w telefonie. Znajdowały się tam zdjęcia wnuków, których nigdy wcześniej nie skopiowała. Te pamiątki są dla niej bezpowrotnie stracone i stanowią źródło głębokiej traumy psychologicznej. Szpital, który miał kojarzyć się z pomocą i bezpieczeństwem, stał się dla niej symbolem rozczarowania.
Kradzieże w belgijskich szpitalach w liczbach
Kradzieże w placówkach medycznych są monitorowane przez służby porządkowe. Dane Policji Federalnej wskazują, że liczba takich zdarzeń utrzymuje się w ostatnich latach na względnie stabilnym poziomie. W 2024 r. odnotowano 1 066 przypadków kradzieży w obiektach służby zdrowia, wobec 1 228 w 2023 r. i 1 059 w 2022 r. Statystyki te obejmują wyłącznie zdarzenia oficjalnie zgłoszone policji. Wiele przypadków nie trafia do rejestrów, ponieważ poszkodowani rezygnują z formalnej drogi, co oznacza, że rzeczywista skala problemu może być większa.