Premier Flandrii Matthias Diependaele z N-VA przyznał, że w minionym tygodniu jego rząd nie zaprezentował się jako przykład sprawnej współpracy i dobrego zarządzania. Wypowiedź padła podczas debaty aktualnej w Parlamencie Flandrii, poświęconej zasadom przyznawania dotacji oraz napięciom wewnątrz koalicji rządowej. Opozycja wykorzystała okazję, by ostro skrytykować gabinet, zarzucając mu chaos, klientelizm oraz nadmierną koncentrację władzy.
Otwarte konflikty wewnątrz koalicji
W ostatnich dniach flamandzki rząd znalazł się w centrum uwagi z powodu publicznych sporów dotyczących dotacji. Co istotne, konflikty te nie rozgrywały się wyłącznie pomiędzy ministrami, lecz także pomiędzy ministrami a posłami partii tworzących koalicję, czasem z inspiracji innych członków rządu. Iskrą zapalną była wymiana zdań między minister edukacji Zuhal Demir z N-VA a posłanką Hannelore Goeman z Vooruit. Później Andy Pieters z N-VA, były szef gabinetu minister Demir, publicznie zaatakował ministra Jo Brounsa z CD&V. Krytyce została poddana również polityka prowadzona przez minister Caroline Gennez z Vooruit.
Ostra krytyka opozycji
Lider frakcji Open VLD Egbert Lachaert określił rząd mianem „klubu bokserskiego ego na sterydach”, pytając, czy właśnie w ten sposób koalicja zamierza rozwiązywać realne problemy mieszkańców Flandrii. Podważył także zdolność premiera do utrzymania kontroli nad własnym zespołem. Chris Janssens z Vlaams Belang stwierdził, że choć ministrowie nie muszą się lubić, powinni działać w interesie ogółu, a w tym zakresie obecny rząd – jego zdaniem – zawodzi wyjątkowo mocno.
Przewodnicząca frakcji Groen Mieke Schauvliege zarzuciła rządowi stosowanie starych praktyk znanych z dawnych czasów Partii Socjalistycznej. Według niej ministrowie budują własne sieci wpływów, obsadzają stanowiska według klucza ideologicznego i tworzą struktury lojalnościowe, co jest zaprzeczeniem zasad dobrego rządzenia. Niezależny poseł Maurits Vande Reyde ocenił natomiast, że w polityce dotacyjnej brakuje jakiejkolwiek analizy skuteczności i zasadności wydatków, nazywając ją „polityką Świętego Mikołaja”.
Zarzuty o koncentrację władzy
Lider frakcji PVDA Jos D’Haese uznał, że sednem debaty nie są same dotacje ani zarzuty o kumoterstwo, lecz sposób, w jaki rząd skupia w swoich rękach coraz więcej władzy, by realizować własną agendę. Porównał działania koalicji do praktyk rzymskich cesarzy, gdzie jedni otrzymują „kciuk w górę”, a krytycy „kciuk w dół”. M’Hamed Kasmi z ugrupowania Team Fouad Ahidar skwitował sytuację krótko, określając ją po prostu jako chaos.
Obrona ze strony większości rządowej
Przedstawiciele koalicji próbowali odpierać zarzuty. Poseł Vooruit Kris Verduyckt przekonywał, że debaty o dotacjach zawsze były obecne w parlamencie i naturalne jest, że także posłowie większości zadają w tej sprawie pytania. Philippe Muyters z N-VA apelował o odejście od uproszczeń i insynuacji, natomiast Peter Van Rompuy z CD&V wzywał, by dyskusja opierała się na faktach, danych i argumentach merytorycznych, a nie na politycznych oskarżeniach.
Premier przyznaje się do błędów komunikacyjnych
Premier Diependaele stanął w obronie swojego gabinetu, podkreślając, że rząd powinien kierować się oczekiwaniami mieszkańców Flandrii. Jednocześnie przyznał, że ostatni tydzień nie był najlepszym przykładem takiego podejścia i że konieczna jest zmiana tonu oraz sposobu prowadzenia debat. Zaprzeczył jednak, jakoby w jego zespole panowała zła atmosfera, zaznaczając, że choć dochodzi do sporów, relacje robocze pozostają poprawne.
Szef flamandzkiego rządu podkreślił, że system dotacji jest uzasadnionym narzędziem polityki publicznej, a wszystkie ostatnio krytykowane decyzje były podejmowane na podstawie kryteriów merytorycznych, bez handlowania wpływami. Przyznał jednak, że rząd mógł niewystarczająco jasno wytłumaczyć motywy swoich decyzji. Wyraził ubolewanie, że sposób prowadzenia sporów podważył odbiór pracy całego gabinetu i negatywnie wpłynął na jego wizerunek, nie wskazując przy tym konkretnych nazwisk.
Koalicjanci zapowiadają dalszą krytykę
Andy Pieters z N-VA zapowiedział, że nie zamierza rezygnować z krytycznego podejścia. Jego zdaniem różnice zdań są naturalnym elementem demokracji, a zadawanie trudnych pytań stanowi obowiązek parlamentarzysty, a nie akt nielojalności. Podobnie Hannelore Goeman z Vooruit zapowiedziała w programie Villa Politica, że będzie nadal śledzić sprawę w parlamencie, podkreślając, że jej działania będą konstruktywne, ale jednocześnie stanowcze, gdy zajdzie taka potrzeba.