W czwartek przed sądem w Brukseli rozpocznie się proces dwunastu osób oskarżonych o udział w zorganizowanej strukturze zajmującej się praniem pieniędzy na ogromną skalę. Według prokuratury chodzi o niemal 80 milionów euro. Oskarżonym grozi kara do 10 lat pozbawienia wolności oraz grzywna sięgająca 1,6 miliona euro. Sprawa dotyczy rozbudowanego mechanizmu finansowego, który łączył gangi dysponujące dużymi ilościami gotówki z przedsiębiorstwami poszukującymi nielegalnych środków na wypłaty dla pracowników.
Podejrzane operacje w Kraainem początkiem śledztwa
Impulsem do wszczęcia postępowania było zgłoszenie z połowy 2022 r. dotyczące nietypowych transakcji finansowych realizowanych przez jedną z firm mających siedzibę w Kraainem. Analiza przeprowadzona przez komórkę ds. przetwarzania informacji finansowych wykazała, że w ciągu zaledwie 14 miesięcy na rachunki spółki wpłynęło ponad 1,6 miliona euro.
Jak przekazał przedstawiciel prokuratury okręgu Halle-Vilvoorde, charakter tych operacji oraz wcześniejsza historia działalności przedsiębiorstwa od samego początku budziły poważne wątpliwości. Wszystko wskazywało na możliwość prania pieniędzy, co doprowadziło do uruchomienia szeroko zakrojonego dochodzenia.
Brazylijsko-portugalska struktura jako kluczowy pośrednik
W toku śledztwa organy ścigania rozbiły zorganizowaną grupę przestępczą, na czele której stały osoby pochodzące z Brazylii i Portugalii. Struktura ta działała jako pośrednik pomiędzy dwoma światami – z jednej strony gangami posiadającymi ogromne ilości gotówki, z drugiej legalnymi firmami, które potrzebowały nieoficjalnych środków na nielegalne wypłaty wynagrodzeń.
Prokuratura ustaliła, że w proceder zaangażowane były dziesiątki przedsiębiorstw, które łącznie miały wyprać co najmniej 80 milionów euro. Cały system opierał się na starannie zaplanowanej sieci powiązań, której celem było skuteczne ukrycie rzeczywistego pochodzenia i przepływu środków finansowych.
Firmy-widma i słupy sprowadzane z Portugalii
Aby nadać pozory legalności ogromnym przepływom pieniędzy, przestępcza organizacja zakładała liczne fikcyjne spółki. Do ich formalnego prowadzenia sprowadzano z Portugalii osoby, które pełniły rolę tzw. słupów i były wpisywane do dokumentów jako osoby zarządzające firmami-widmami.
Według ustaleń śledczych osoby te najczęściej nie miały ani realnej wiedzy o skali operacji, ani faktycznego wpływu na działalność spółek. Ich nazwiska służyły wyłącznie do stworzenia pozorów legalnego funkcjonowania mechanizmu prania pieniędzy.
Pranie pieniędzy poprzez fikcyjne faktury
Sam proceder opierał się na prostym, lecz skutecznym schemacie. Zorganizowana grupa wystawiała faktury za rzekome usługi świadczone na rzecz swoich „klientów”, wśród których dominowały firmy z sektora budowlanego. Na podstawie tych dokumentów przedsiębiorstwa realizowały przelewy bankowe.
Następnie pieniądze wracały do klientów w formie gotówki, pomniejszone o prowizję pobieraną przez organizację. W ten sposób firmy uzyskiwały dostęp do nielegalnych środków, które wykorzystywano m.in. do wypłacania wynagrodzeń pracownikom poza oficjalnym obiegiem.