We wtorek w Paryżu ruszył proces apelacyjny Marine Le Pen oraz partii Rassemblement National w sprawie fikcyjnego zatrudniania asystentów parlamentarnych w Parlamencie Europejskim. Postępowanie potrwa cztery tygodnie i przyciąga szczególną uwagę opinii publicznej, ponieważ jego wynik może bezpośrednio wpłynąć na kształt przyszłej rywalizacji o Pałac Elizejski. W przypadku utrzymania zakazu kandydowania dla Marine Le Pen naturalnym kandydatem skrajnej prawicy w wyborach prezydenckich stałby się Jordan Bardella, obecny przewodniczący ugrupowania.
Istota sprawy – milionowe defraudacje z funduszy europejskich
Postępowanie dotyczy działaczy dawnego Frontu Narodowego, który w 2018 r. zmienił nazwę na Rassemblement National. Według aktu oskarżenia mieli oni sprzeniewierzyć środki przyznawane przez Parlament Europejski na wynagrodzenia asystentów europosłów. Fundusze te, przeznaczone formalnie na pracę związaną z działalnością parlamentarną, były w praktyce wykorzystywane do finansowania osób pracujących na rzecz partii. Łączna kwota nadużyć, obejmująca okres od 1 lipca 2004 r. do 15 lutego 2016 r., przekroczyła 4,4 mln euro.
W wyroku pierwszej instancji z 31 marca 2025 r. Marine Le Pen została uznana za winną sprzeniewierzenia środków publicznych oraz współudziału w tym procederze. Sąd stwierdził, że w latach 2011–2021, gdy była przewodniczącą partii, finansowała z pieniędzy Parlamentu Europejskiego czterech asystentów, którzy faktycznie wykonywali zadania partyjne. Według ustaleń sądu od 2009 r. pełniła ona centralną rolę w funkcjonowaniu tego systemu.
Surowy wyrok pierwszej instancji
Sąd pierwszej instancji skazał liderkę Zjednoczenia Narodowego na cztery lata pozbawienia wolności, w tym dwa lata bezwzględne odbywane w systemie dozoru elektronicznego, a także na pięcioletni zakaz kandydowania w wyborach. Dodatkowo nałożono na nią grzywnę w wysokości 100 tys. euro.
Złożenie apelacji spowodowało zawieszenie wykonania kary pozbawienia wolności, jednak zakaz kandydowania objęto klauzulą natychmiastowej wykonalności. Oznacza to, że zgodnie z obowiązującym wyrokiem Marine Le Pen nie mogłaby wystartować w wyborach prezydenckich zaplanowanych na wiosnę 2027 r.
Polityczna stawka procesu – Le Pen czy Bardella?
Kluczową kwestią pozostaje to, czy Marine Le Pen zachowa prawo do ubiegania się o najwyższy urząd w państwie. W przypadku utrzymania zakazu kandydowania rolę lidera wyborczego przejąłby 30-letni Jordan Bardella. Rassemblement National notuje obecnie wysokie poparcie społeczne – według sondażu opublikowanego w niedzielę w dzienniku Le Monde około 42 procent Francuzów deklaruje zbieżność z poglądami partii. To wzrost o trzy punkty procentowe w porównaniu z ubiegłym rokiem i aż o 13 punktów względem 2022 r.
Marine Le Pen dwukrotnie docierała do drugiej tury wyborów prezydenckich. W 2017 r. zdobyła 33,90 procent głosów, a w 2022 r. – 41,45 procent. Jednocześnie rosną notowania Jordana Bardelli. Z tego samego sondażu wynika, że 49 procent ankietowanych uważa go za polityka mającego obecnie największe szanse na zwycięstwo w wyborach prezydenckich, podczas gdy na Marine Le Pen wskazuje jedynie 18 procent respondentów. Ewentualne odsunięcie 57-letniej liderki od wyborów nie musiałoby więc automatycznie osłabić pozycji partii.
Ekspert: różnice programowe mogą mieć znaczenie
Politolog Pierre Vercauteren z UCLouvain podkreśla jednak, że istotne znaczenie mogą mieć różnice programowe między potencjalnymi kandydatami. Program gospodarczy Jordana Bardelli lokuje się wyraźniej po prawej stronie sceny politycznej, podczas gdy propozycje Marine Le Pen mają bardziej socjaldemokratyczny, centrolewicowy charakter. Obecnie Rassemblement National przyciąga wyborców z obu stron spektrum politycznego. Osłabienie nurtu socjalnego mogłoby z kolei sprzyjać lewicy, zwłaszcza ugrupowaniu La France insoumise.
Ekspert zastrzega jednak, że na ostateczne wnioski jest jeszcze zbyt wcześnie. Sytuacja polityczna pozostaje dynamiczna, a nieprzewidziane wydarzenia mogą szybko zmienić nastroje społeczne. Znaczenie mogą mieć również wybory samorządowe zaplanowane na marzec tego roku.
Możliwe scenariusze – od uniewinnienia po kasację
W pierwszej instancji Marine Le Pen stanowczo zaprzeczała wszystkim zarzutom. Jej obrońcy mogą w apelacji argumentować brak świadomego zamiaru popełnienia przestępstwa. Teoretycznie możliwe jest uniewinnienie i przywrócenie prawa do kandydowania, choć taki scenariusz oceniany jest jako mało prawdopodobny.
W przypadku ponownego skazania kluczowe znaczenie będą miały szczegóły wyroku, w tym długość kary więzienia oraz zakres zakazu kandydowania. Niewykluczone jest orzeczenie, które przy zachowaniu winy umożliwiłoby Marine Le Pen start w wyborach – na przykład poprzez złagodzenie kary, zniesienie obowiązku noszenia bransoletki elektronicznej lub skrócenie okresu zakazu tak, aby upłynął przed terminem wyborów.
Jeżeli jednak wyrok definitywnie uniemożliwi jej kandydowanie, pozostanie możliwość wniesienia skargi kasacyjnej. Nie ma jednak pewności, czy Sąd Kasacyjny zdążyłby wydać orzeczenie przed wyborami. Proces apelacyjny ma potrwać do 11 lutego 2026 r., a wyrok spodziewany jest latem tego roku.
Dwunastu oskarżonych na ławie
Marine Le Pen nie jest jedyną osobą objętą postępowaniem apelacyjnym. Spośród 24 osób skazanych w pierwszej instancji dwanaście zrezygnowało z odwołania, w tym jej siostra Yann Le Pen, skazana na rok więzienia w zawieszeniu. Apelację wniosło jedenastu oskarżonych oraz sama partia jako osoba prawna.
Wśród odwołujących się znaleźli się m.in. były eurodeputowany Bruno Gollnisch, burmistrz Perpignan i były partner Marine Le Pen Louis Aliot oraz były skarbnik ugrupowania Wallerand de Saint-Just, wszyscy skazani w pierwszej instancji na kary więzienia, grzywny oraz czasowe zakazy kandydowania.