18-letnia Roze, jedna z ofiar tragicznego pożaru w Crans-Montana, od tygodnia przebywa w Uniwersyteckim Szpitalu w Liège, gdzie lekarze walczą o jej zdrowie po rozległych poparzeniach. Ojciec dziewczyny nie opuszcza córki i opowiada o dramatycznych wydarzeniach tamtej nocy oraz o decyzji, która mogła kosztować ją życie.
Dramatyczna noc i decyzja o powrocie do budynku
W noc tragedii Roze pracowała w barze jako fotografka. Towarzyszyła jej koleżanka. Gdy w lokalu wybuchł pożar, dziewczynie udało się wydostać na zewnątrz. Zamiast jednak oddalić się w bezpieczne miejsce, zdecydowała się wrócić do płonącego budynku, aby ratować przyjaciółkę, która pozostała w środku.
Ojciec Roze, Huseyin, nie kryje emocji, wspominając tamte chwile. Opisuje to, co spotkało jego córkę, jako coś „katastroficznego, jak wojna”. Gdy została przewieziona w trybie pilnym do pierwszego szpitala, była jeszcze w stanie porozmawiać z ojcem. „Powiedziała mi: ‘Przepraszam, tato, nic złego nie zrobiłyśmy, tylko pracowałyśmy i to się stało’. Odpowiedziałem jej, że nie ma za co przepraszać, bo to był wypadek” – relacjonuje.
Poważne oparzenia i długie leczenie
Stan zdrowia 18-latki jest bardzo poważny. Jak mówi ojciec, Roze doznała ciężkich oparzeń twarzy, głowy oraz obu dłoni. „Ma bardzo poważne poparzenia” – podkreśla. Mimo to Huseyin wierzy w siłę córki i jej wolę walki. „Jest bardzo dzielna, stara się z nami zostać. Bardzo jej potrzebujemy” – dodaje.
Po kilku dniach leczenia w Szwajcarii Roze została przetransportowana do Belgii, do specjalistycznego ośrodka w Liège. Obecnie pozostaje w śpiączce farmakologicznej. Lekarze koncentrują się przede wszystkim na łagodzeniu bólu oraz leczeniu ran oparzeniowych.
Jak wyjaśnia dr Nadine Hans, chirurg plastyczny i szczękowy z Centrum Leczenia Oparzeń w Liège, pacjentka wymaga stałej, intensywnej opieki. „Zarządzamy głównie bólem. Lokalnie zajmujemy się ranami i regularnie je oczyszczamy. Dlatego bardzo często konieczna jest obecność anestezjologa” – tłumaczy.
Specjaliści nie ukrywają, że hospitalizacja może potrwać wiele tygodni. Ojciec Roze nocuje w pobliżu szpitala, korzystając z gościnności mieszkańców, którzy zaoferowali mu wsparcie.
Najpierw zdrowie, potem pytania
Zapytany o ewentualną złość wobec właścicieli baru, Huseyin odpowiada z dużą powściągliwością. Podkreśla, że na razie liczy się tylko jedno. „Dla mnie ważna jest kolejność. Najpierw muszę wyciągnąć moją córkę ze szpitala” – mówi. Dopiero później, jak dodaje, będzie czas na zadanie kilku pytań i próbę zrozumienia, co dokładnie doprowadziło do tragedii.
Taka postawa odzwierciedla podejście wielu rodzin ofiar – w pierwszej kolejności priorytetem pozostaje życie i zdrowie najbliższych, a kwestie odpowiedzialności schodzą na dalszy plan.
Szerszy kontekst tragedii w Crans-Montana
Pożar w barze Constellation w Crans-Montana wstrząsnął całą Szwajcarią. Była to jedna z najtragiczniejszych katastrof ostatnich lat w kraju. Poszkodowanych przewożono do różnych ośrodków medycznych, w tym do wyspecjalizowanych centrów leczenia oparzeń za granicą, również w Belgii.
Śledztwo w sprawie przyczyn pożaru oraz ewentualnych zaniedbań wciąż trwa. Według doniesień medialnych, mąż właścicielki lokalu został umieszczony w areszcie śledczym, co może wskazywać na poważne wątpliwości dotyczące bezpieczeństwa obiektu.
Historia Roze, młodej kobiety, która zdecydowała się wrócić do płonącego budynku, by ratować koleżankę, stała się symbolem odwagi i poświęcenia. Jej walka o zdrowie trwa, a bliscy i personel medyczny mają nadzieję, że determinacja, którą wykazała się w tamtej nocy, pomoże jej także w długim procesie leczenia.