Premier Flandrii Matthias Diependaele z N-VA musiał w ostatnich dniach stanowczo wkroczyć, by uspokoić napięcia między koalicjantami w rządzie regionalnym. Tarcia pomiędzy N-VA, Vooruit i CD&V przybrały formę otwartych sporów, które bardziej przypominają starcia opozycji niż wewnętrzne różnice w obozie władzy. Zdaniem politologa Nicolasa Bouteki z Uniwersytetu Gandawskiego takie konflikty są typowe dla koalicji, w których partie starają się podkreślać własną tożsamość. Ekspert ostrzega jednak, że obecna sytuacja ujawnia głębszy problem – flamandzki rząd coraz częściej mierzy się z kryzysem wizerunkowym za każdym razem, gdy w debacie publicznej pojawia się temat dotacji.
Ostry spór na sali plenarnej
Iskrą zapalną była decyzja minister edukacji Zuhal Demir z N-VA o przyznaniu wielomilionowej dotacji wyższej szkole Thomas More, mimo że wcześniejsza procedura przetargowa została wstrzymana. Sprawa szybko stała się przedmiotem gorącej debaty w Parlamencie Flamandzkim, a krytyka padła nie tylko ze strony opozycji, lecz także ze strony partnerów koalicyjnych.
Reakcja Demir zaskoczyła obserwatorów swoją ostrością. Jak relacjonował profesor Bouteca w audycji De Ochtend na antenie Radio 1, minister zaatakowała posłankę Hannelore Goeman z Vooruit w sposób, który wykraczał poza merytoryczną polemikę i ocierał się o osobistą wrogość. Zdaniem politologa takie sceny są na szczeblu flamandzkim rzadkością i świadczą o wyjątkowym napięciu w koalicji.
Koalicja bez wyjścia awaryjnego
Bouteca określa obecny gabinet mianem „rządu kłótni na sterydach”, wskazując, że frustracja między koalicjantami narasta od dłuższego czasu. Partie sprawujące władzę próbują uniknąć wrażenia politycznej nijakości i coraz częściej akcentują własne priorytety programowe. W belgijskiej polityce stało się to w ostatnich latach normą, jednak wydarzenia z minionego tygodnia – zdaniem eksperta – wyraźnie przekroczyły granice zwykłych sporów.
Sytuację dodatkowo komplikuje brak realnych alternatyw. Upadek rządu regionalnego nie oznaczałby przedterminowych wyborów, ponieważ Parlament Flamandzki działa w stałej, pięcioletniej kadencji. Każda nowa koalicja musiałaby powstać przy obecnym układzie sił, a przy rosnącej pozycji Vlaams Belang znalezienie innego stabilnego układu bez tej partii wydaje się mało realne. Choć niektórzy komentatorzy twierdzą, że rząd może sobie pozwolić na takie zachowanie, społeczne oczekiwania dotyczące skutecznego i spójnego rządzenia pozostają wysokie.
Pytanie o przywództwo
Coraz więcej uwagi skupia się na roli premiera Diependaele, który ma za zadanie przywrócić dyscyplinę w koalicji. Profesor Bouteca podchodzi jednak do tego z rezerwą. Zwraca uwagę, że Diependaele nie dysponuje politycznym autorytetem porównywalnym z Bartem De Weverem i nie należy do najbardziej rozpoznawalnych polityków w kraju. W takiej sytuacji rodzi się pytanie, czy jego głos będzie wystarczająco silny, by skutecznie zdyscyplinować partnerów rządowych.
Dotacje i cień kumoterstwa
Niezależnie od personalnych sporów sednem problemu pozostaje sposób przyznawania dotacji. Choć w omawianej sprawie nie doszło do naruszenia prawa, obywatele oczekują, że środki publiczne będą rozdzielane według jasnych i obiektywnych zasad.
Zarzuty o kumoterstwo nie pojawiają się po raz pierwszy. Bouteca przypomina wcześniejsze kontrowersje wokół cięć w finansowaniu organizacji społeczeństwa obywatelskiego. Po audycie wykazującym, że niektóre podmioty o profilu flamandzko-nacjonalistycznym nie spełniają kryteriów, rozpoczęły się polityczne zabiegi mające na celu obejście tych ustaleń.
W debacie publicznej coraz częściej mówi się o atmosferze faworyzowania i nieformalnych układów. Opozycyjna partia Groen posunęła się nawet do porównań z tzw. „kulturą PS”, kojarzoną z praktykami walońskiej Partii Socjalistycznej. Dla flamandzko-nacjonalistycznego premiera jest to szczególnie dotkliwe oskarżenie, zwłaszcza że w poprzedniej kadencji zabiegał on o większą przejrzystość systemu dotacji.
Politolog apeluje, by władze jasno zakomunikowały mieszkańcom Flandrii, że przy podziale środków publicznych rzeczywiście obowiązują obiektywne kryteria. Obecnie zaufanie społeczne w tym zakresie wyraźnie słabnie.