Decyzja tzw. koalicji chętnych o wysłaniu europejskich sił wojskowych na Ukrainę wywołała szeroką debatę wśród ekspertów ds. bezpieczeństwa i geopolityki. Kluczowe pytanie brzmi, czy jest to pierwszy krok w stronę utworzenia europejskiej armii, czy raczej doraźna operacja, która nie zmieni długofalowo architektury obronnej kontynentu. Zdaniem specjalisty ds. obronności Svena Biscopa dyskusja o wspólnych europejskich siłach zbrojnych jest dziś w dużej mierze martwa. Nie oznacza to jednak, że europejska polityka obronna nie stoi przed koniecznością poważnych zmian.
Ustalenia szczytu w Pałacu Elizejskim
Podczas spotkania europejskich przywódców w Paryżu padła deklaracja gotowości do wysłania wielonarodowych sił wojskowych na Ukrainę, pod warunkiem zawarcia wiarygodnego zawieszenia broni z Rosją. Belgia zadeklarowała możliwość udziału marynarki wojennej, sił powietrznych oraz wojsk lądowych. Stany Zjednoczone wyraziły wolę udzielenia gwarancji bezpieczeństwa, choć ich dokładna forma pozostaje niejasna.
Nie wszyscy uczestnicy rozmów podzielają jednak to stanowisko. Włochy i Polska odmówiły wysłania żołnierzy, a Niemcy uzależniają swój udział od spełnienia określonych warunków. Mimo tych różnic większość państw koalicji uznaje, że obecność europejskich wojsk byłaby niezbędna do utrzymania ewentualnego pokoju.
Czym jest europejska armia?
Idea europejskiej armii od lat powraca w debacie publicznej. W najprostszym ujęciu oznaczałaby ona połączone siły zbrojne państw europejskich, zarządzane i wykorzystywane wspólnie, zamiast odrębnych armii narodowych. W praktyce wiązałoby się to z integracją żołnierzy, sprzętu i zasobów wojskowych oraz z podejmowaniem decyzji na szczeblu europejskim. Takie siły mogłyby być używane do obrony, misji pokojowych lub reagowania kryzysowego.
Podstawowa różnica między europejską armią a NATO dotyczy decyzyjności. NATO pozostaje sojuszem, w którym kluczową rolę odgrywają Stany Zjednoczone, natomiast europejska armia byłaby samodzielną strukturą militarną podporządkowaną wyłącznie Europie.
Według komisarza europejskiego ds. obrony i przestrzeni kosmicznej Andriusa Kubiliusa, wśród Europejczyków istnieje społeczne poparcie dla takiego rozwiązania. Powołuje się on na badanie przeprowadzone w marcu 2025 r. w dziewięciu krajach wśród ponad 10 tysięcy młodych respondentów. Większość z nich opowiedziała się za utworzeniem europejskiej armii, a w Belgii poparcie miało sięgać około 75 procent.
Minister obrony: to nierealne
Belgijski minister obrony Theo Francken z N-VA określa jednak tę koncepcję jako nierealną. W jednym z wywiadów pod koniec ubiegłego roku stwierdził, że wiara w europejską armię to budowanie zamków na piasku.
Podobnie wypowiada się Sven Biscop z Uniwersytetu Gandawskiego i Instytutu Egmont. Jego zdaniem rozmowy na wysokim szczeblu o europejskiej armii są w praktyce wygaszone i nie widać politycznej dynamiki, która mogłaby je ożywić. Wysłanie wojsk na Ukrainę należy traktować jako operację tymczasową, a nie jako krok w stronę trwałej integracji militarnej.
Biscop uważa jednak samą decyzję za istotną i zaskakującą. Przez długi czas Stany Zjednoczone niechętnie mówiły o gwarancjach bezpieczeństwa, dlatego ich obecna gotowość do takiego zaangażowania jest znaczącą zmianą. Ekspert ma nadzieję, że krok ten wzmocni europejską odpowiedzialność w ramach NATO, nawet jeśli nie doprowadzi do powstania wspólnej armii.
Europeizacja NATO zamiast wspólnych sił zbrojnych
Ryzyko związane z wysłaniem wojsk na Ukrainę bezpośrednio dotyczy całego sojuszu. Biscop przewiduje, że Rosja będzie testować Zachód poprzez działania hybrydowe i prowokacje. W razie eskalacji NATO zostałoby nieuchronnie wciągnięte w konflikt.
W jego ocenie nie mamy do czynienia z początkiem europejskiej armii, lecz raczej z procesem europeizacji NATO. Sojusz pozostaje kluczową strukturą bezpieczeństwa, ale coraz większą inicjatywę przejmują państwa europejskie, a nie Stany Zjednoczone. Klasyczna debata o europejskiej armii traci w tym kontekście znaczenie.
Czy Europa poradzi sobie bez USA?
Europa będzie musiała zacieśnić współpracę obronną, lecz w ramach NATO, aby zrekompensować mniejsze zaangażowanie Stanów Zjednoczonych. Pytanie brzmi, czy kontynent jest na to przygotowany.
Z analizy francuskiego instytutu badawczego Ifri wynika, że Europa nie jest militarnie bezbronna wobec Rosji, ale też nie znajduje się w wyraźnie uprzywilejowanej pozycji. Równowaga sił zależy od domeny działań.
Wydatki i wojska lądowe
Po uwzględnieniu parytetu siły nabywczej rosyjskie wydatki wojskowe są zbliżone do łącznych wydatków europejskich państw NATO. Europa nie ma więc wyraźnej przewagi budżetowej, ale też nie ustępuje Rosji pod tym względem.
W wojskach lądowych Rosja ma przewagę ilościową – więcej żołnierzy, artylerii i zdolności rakietowych, a także większą zdolność do szybkiej mobilizacji. Europejskie armie dysponują lepszym wyszkoleniem i strukturami dowodzenia, lecz według Ifri nie wystarcza to w pełni do zrównoważenia rosyjskiej przewagi liczebnej.
Powietrze i morze
W powietrzu przewaga leży po stronie Europy. Europejskie państwa NATO dysponują większą liczbą nowoczesnych samolotów i lepiej wyszkolonym personelem. Fakt, że Rosja po latach wojny na Ukrainie nie zdołała uzyskać dominacji powietrznej, wskazuje na strukturalne słabości jej lotnictwa.
Na morzu Europa również góruje pod względem jakości i liczby dużych okrętów nawodnych. Przewaga ta jest jednak ograniczona geograficznie, ponieważ Rosja operuje głównie na akwenach zamkniętych lub półzamkniętych. Szczególnym zagrożeniem pozostaje rosyjska flota podwodna, wobec której europejskie zdolności zwalczania okrętów podwodnych są niewystarczające.
Odstraszanie nuklearne jako słaby punkt
Największym strategicznym wyzwaniem pozostaje broń jądrowa. Rosja dysponuje rozbudowanym arsenałem nuklearnym i traktuje go jako narzędzie odstraszania i dominacji. Europa w dużej mierze polega na amerykańskim parasolu nuklearnym, uzupełnianym przez francuskie i brytyjskie siły jądrowe. Ifri ostrzega, że dalsze ograniczanie zaangażowania USA mogłoby doprowadzić do niebezpiecznej nierównowagi strategicznej na kontynencie.