Protokół ustaleń podpisany pod koniec listopada między bnode (dawniej bpost group) a chińską platformą Temu zdominował środowe przesłuchanie w komisji gospodarczej belgijskiego parlamentu federalnego. Od chwili ujawnienia informacji o partnerstwie półpubliczny operator pocztowy znajduje się pod ostrzałem krytyki. Zarzuca mu się wspieranie podmiotu oskarżanego o nieuczciwą konkurencję oraz o wprowadzanie na rynek produktów niespełniających europejskich norm. Przed posłami stanął dyrektor generalny bnode Chris Peeters, aby wyjaśnić kulisy porozumienia. W trakcie wielogodzinnej debaty ciężar dyskusji stopniowo przesuwał się jednak z samej firmy na bezradność belgijskich i europejskich instytucji wobec masowego napływu tanich przesyłek z Chin.
Transformacja bnode i presja na zmianę modelu biznesowego
Chris Peeters rozpoczął wystąpienie od nakreślenia kontekstu gospodarczego, w jakim działa bnode. Spółka znajduje się w trakcie głębokiej transformacji i musi coraz mocniej opierać się na logistyce oraz rynku paczek, ponieważ tradycyjna korespondencja systematycznie traci na znaczeniu. Jeszcze w listopadzie 2023 r. państwo belgijskie wypłacało firmie 435 mln euro rocznie za realizację zadań publicznych. Po wygaśnięciu koncesji prasowej, utracie obsługi rachunków państwowych oraz redukcji dotacji w ramach umowy o zarządzanie kwota ta ma do końca 2026 r. spaść do około 100 mln euro – sumy symbolicznej wobec rocznych przychodów grupy sięgających 4,3 mld euro.
Prezes przypomniał posłom o podwójnym charakterze bnode. Z jednej strony jest to przedsiębiorstwo o statusie publicznym, z drugiej – autonomiczna spółka akcyjna notowana na giełdzie, która musi zachować konkurencyjność, aby zapewnić miejsca pracy około 25 000 osobom w Belgii. W tym kontekście Peeters pytał, czy alternatywą miałoby być oddanie obsługi przesyłek Temu innemu operatorowi, potencjalnie oferującemu kurierom gorsze warunki zatrudnienia.
Na czym polega porozumienie z Temu
Bnode już od około osiemnastu miesięcy obsługuje od 20 do 25 procent paczek wysyłanych przez Temu na terenie Belgii. Protokół ustaleń podpisany pod koniec listopada dotyczy jednak innego etapu współpracy. Jak wyjaśnił Peeters, jest on odpowiedzią na zapowiedzi Temu dotyczące uruchomienia europejskiej platformy handlowej, łączącej sprzedawców z Unii Europejskiej z europejskimi konsumentami. W tym modelu bnode miałby odpowiadać za część operacji logistycznych, takich jak pakowanie, etykietowanie oraz fragment transportu po złożeniu zamówienia.
Dyrektor generalny podkreślał, że porozumienie – podpisane również przez innych operatorów pocztowych w Europie – nie przewiduje bezpośredniego importu przesyłek z Chin i formalnie dotyczy wyłącznie obrotu wewnątrzeuropejskiego.
Wątpliwości handlu i posłów nie znikają
Wyjaśnienia szefa bnode nie przekonały jednak wszystkich uczestników przesłuchania. Przedstawiciele federacji handlowych i organizacji przedsiębiorców ostrzegali, że porozumienie może w praktyce stać się „koniem trojańskim”. Tę ocenę podzielało wielu parlamentarzystów, niezależnie od przynależności partyjnej. Padały głosy, że przedsiębiorstwo z udziałem państwa legitymizuje działalność platformy oskarżanej o systemowe obchodzenie reguł rynku.
Posłowie wskazywali na liczne niewiadome. Pytali, w jaki sposób zagwarantować realne korzyści dla europejskich sprzedawców, jak zapobiec napływowi produktów niespełniających norm, a także czy Temu nie wykorzysta modelu logistycznego do hurtowego sprowadzania towarów do Europy, by następnie dystrybuować je konsumentom, omijając planowany podatek od małych przesyłek. Wątpliwości dotyczyły również widoczności europejskich sprzedawców na platformie oraz ochrony danych osobowych klientów.
Otwarte przyznanie ograniczeń
Chris Peeters przyznał przed komisją, że nie jest w stanie całkowicie wykluczyć scenariusza obejścia zasad. Zapytany, czy paczki z rzekomo lokalnej platformy nie mogą w rzeczywistości pochodzić z Chin, odpowiedział, że taka możliwość istnieje. Zastrzegł jednak, że podobne praktyki funkcjonują już dziś na innych platformach sprzedażowych, a operator pocztowy nie dysponuje kompetencjami kontrolnymi w tym zakresie.
Szef bnode zadeklarował poparcie dla inicjatyw legislacyjnych zmierzających do wyrównania warunków konkurencji na rynku. Jednocześnie podkreślił, że egzekwowanie przepisów należy do służb celnych i inspekcji, a nie do firm logistycznych. W trakcie debaty Peeters otrzymał zaskakujące wsparcie ze strony francuskojęzycznych związków zawodowych bpost, które dotychczas często krytykowały jego zarządzanie.
Coraz ostrzejsza krytyka władz publicznych
W miarę trwania przesłuchania coraz wyraźniej wybrzmiewała teza, że umowa bnode z Temu jest jedynie symptomem znacznie szerszego problemu. Kontrowersyjne produkty z Chin trafiały bowiem na belgijski rynek na długo przed podpisaniem protokołu ustaleń, a instytucje publiczne od lat nie radzą sobie z kontrolą skali zjawiska.
Dane przedstawione podczas obrad robiły duże wrażenie. W 2017 r. belgijskie służby celne obsługiwały około 1 600 przesyłek dziennie. W 2024 r. liczba ta sięgnęła czterech milionów dziennie, głównie za sprawą gwałtownego wzrostu popularności chińskich platform sprzedażowych. W tym samym czasie liczba funkcjonariuszy zajmujących się kontrolami wzrosła jedynie ze 105 do 138. W praktyce oznacza to, że dziś sprawdzany jest jedynie ułamek napływających paczek.
W tym kontekście wielu uczestników debaty uznało, że planowany podatek w wysokości trzech euro od przesyłki nie wystarczy, aby zahamować napływ tanich towarów. Zwłaszcza jeśli duże platformy dostosują swoje modele logistyczne w sposób pozwalający ominąć nowe regulacje. Środowe przesłuchanie pokazało, że coraz większa część krytyki kierowana jest już nie pod adresem bnode, lecz wobec belgijskich i europejskich decydentów.