W środę po południu przywrócono dostawy energii elektrycznej do wszystkich gospodarstw domowych w południowej części Berlina, które od soboty pozostawały bez prądu po akcie sabotażu. Do ataku przyznała się skrajnie lewicowa grupa Vulkangruppe (Grupa Wulkan), a niemieckie władze uznały to oświadczenie za wiarygodne. Na obecnym etapie śledztwa wykluczono udział Rosji w zdarzeniu.
Skala awarii i skutki dla mieszkańców
Sabotaż polegał na podpaleniu kabli w infrastrukturze elektroenergetycznej w południowo-zachodniej części stolicy Niemiec. W jego następstwie w sobotę bez prądu, a miejscami także bez ogrzewania, znalazło się około 45 000 gospodarstw domowych oraz 2 200 lokali użytkowych. Jeszcze we wtorek połowa odbiorców pozostawała bez zasilania. Pełne przywrócenie dostaw nastąpiło w środę o godzinie 14:10, co potwierdziła na konferencji prasowej minister gospodarki w rządzie regionalnym Berlina Franziska Giffey.
Śledztwo prowadzone w kierunku terroryzmu
We wtorek federalna prokuratura Niemiec, właściwa w sprawach dotyczących terroryzmu, wszczęła postępowanie obejmujące podejrzenie sabotażu oraz przynależności do organizacji terrorystycznej. Ministerstwo spraw wewnętrznych poinformowało jednocześnie, że nie dysponuje dowodami wskazującymi na zaangażowanie Rosji. Ma to znaczenie w kontekście wcześniejszych oskarżeń Berlina wobec Moskwy o inspirowanie lub wspieranie aktów sabotażu na terytorium Niemiec.
Vulkangruppe i wcześniejsze ataki
Vulkangruppe przyznaje się od 2011 r. do około tuzina ataków w Niemczech. Do najbardziej znanych należy podpalenie linii energetycznych zasilających fabrykę Tesli pod Berlinem w marcu 2024 r. Ostatni incydent ponownie uwidocznił wyzwania związane z ochroną infrastruktury krytycznej w Niemczech, zwłaszcza w okresie nasilonych obaw przed tzw. atakami hybrydowymi.