Afera tzw. „oddzielnych okienek” na Schaerbeek to jedna z najbardziej symbolicznych historii związanych z napięciami językowymi w Belgii. Wbrew temu, co może sugerować sama nazwa, nie chodziło o witryny czy „okienka” kojarzone z okolicami dworca Nord ani z dzielnicą czerwonych latarni, lecz o sposób organizacji obsługi mieszkańców w urzędzie gminy. Choć wydarzenia te miały miejsce w latach 70., do dziś są przywoływane jako przykład tego, jak delikatna i politycznie wrażliwa jest kwestia języka w brukselskiej administracji.
Sprawa wybuchła w 1971 roku, krótko po objęciu urzędu burmistrza Schaerbeek przez Rogera Nolsa, polityka znanego z twardego stanowiska w obronie interesów frankofońskich mieszkańców gminy. W tamtym okresie Schaerbeek było jedną z najbardziej zróżnicowanych językowo i społecznie gmin Regionu Stołecznego Brukseli, z dużym udziałem imigrantów oraz wyraźną przewagą ludności francuskojęzycznej.
Na czym polegał system „oddzielnych okienek”
Decyzją burmistrza w urzędzie gminy wprowadzono fizyczny podział stanowisk obsługi mieszkańców według języka. Osoby chcące załatwić sprawy po francusku kierowano do większości okienek, dla niderlandzkojęzycznych mieszkańców przewidziano jedno stanowisko, a osobne okienka utworzono dla cudzoziemców. Oficjalnie tłumaczono to względami praktycznymi oraz statystykami pokazującymi, że zdecydowana większość spraw była prowadzona w języku francuskim.
W praktyce rozwiązanie to szybko zaczęło budzić kontrowersje. Belgijskie prawo językowe przewiduje bowiem, że administracja w Brukseli musi być dostępna w obu językach urzędowych, bez uprzywilejowania jednej grupy. Podział okienek został przez wielu odebrany jako forma segregacji językowej, a nawet symbolicznego wykluczania mniejszości.
Reakcje społeczne i polityczne
Sprawa niemal natychmiast wywołała gwałtowne reakcje. Frankofońscy zwolennicy burmistrza bronili decyzji, argumentując, że chodzi wyłącznie o sprawną organizację pracy urzędu i poszanowanie realiów demograficznych. Zupełnie inaczej sytuację oceniali flamandzcy politycy, media i organizacje społeczne, które otwarcie mówiły o łamaniu prawa i dyskryminacji.
Wokół ratusza na Schaerbeek dochodziło do demonstracji, protestów i zdarzeń, a temat „oddzielnych okienek” stał się ogólnokrajowym symbolem konfliktu językowego. Sprawa była szeroko komentowana w prasie i stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych przykładów napięć między społecznościami francusko- i niderlandzkojęzycznymi w Brukseli.
Interwencja państwa i koniec praktyki
Choć system funkcjonował przez kilka lat, ostatecznie został uznany za niezgodny z obowiązującym prawem. Po decyzjach organów kontrolnych i sądowych rząd federalny zdecydował się na bezpośrednią interwencję. W 1976 roku na Schaerbeek wysłano komisarza rządowego, który w asyście służb porządkowych zniósł podział okienek i przywrócił jednolitą, dwujęzyczną obsługę mieszkańców.
Operacja została przeprowadzona wczesnym rankiem, aby uniknąć protestów i napięć, a jej przebieg był szeroko relacjonowany przez media. Był to jeden z rzadkich przykładów tak bezpośredniej ingerencji państwa w funkcjonowanie gminnej administracji w Brukseli.
Skutki i znaczenie afery
Paradoksalnie afera nie zaszkodziła politycznej karierze burmistrza Schaerbeek. Wręcz przeciwnie – w kolejnych wyborach samorządowych jego ugrupowanie odniosło wyraźne zwycięstwo, co pokazało, jak silne emocje językowe potrafią mobilizować elektorat. Sam Nols pozostał burmistrzem jeszcze przez wiele lat, a jego rządy do dziś budzą skrajne oceny.
Z perspektywy czasu „afera oddzielnych okienek” jest jednak przede wszystkim lekcją o granicach autonomii lokalnej w Belgii i o znaczeniu ochrony praw językowych. Dla wielu osób mieszkających dziś w Brukseli – w tym także dla Polaków – to ciekawostka historyczna, która pomaga lepiej zrozumieć, dlaczego kwestie języka, administracji i równego traktowania są w Belgii tak wyjątkowo wrażliwe.