Belgijska regulacja dotycząca komunikacji o lekach dostępnych bez recepty opiera się na ustawie z 1964 roku, która nigdy nie została dostosowana do realiów cyfrowych. Tymczasem około 40 procent mieszkańców Belgii szuka informacji medycznych w internecie jeszcze przed wizytą u lekarza. Według Belgian Association of the Consumer Healthcare Industry (Bachi) ta sytuacja tworzy niebezpieczną lukę informacyjną, narażając pacjentów na niesprawdzone i często sprzeczne porady.
Konsumenci szukają informacji w niepewnych źródłach
Badanie Bachi i Ipsos, przeprowadzone wśród tysiąca mieszkańców Belgii w wieku od 18 do 65 lat, pokazuje skalę problemu. Aż 28 procent pytanych korzysta z forów internetowych poświęconych zdrowiu, próbując zrozumieć swoje objawy. W praktyce oznacza to często kontakt z treściami, które nie zostały zweryfikowane naukowo i pozostają ze sobą w sprzeczności.
To paradoks, na który zwraca uwagę branża: przemysł farmaceutyczny – objęty ścisłymi wymogami deontologicznymi – mógłby dostarczać rzetelne, potwierdzone naukowo informacje. Jednak możliwości komunikacji cyfrowej firm farmaceutycznych zostały ograniczone przez przepisy stworzone z myślą o prasie drukowanej, radiu i telewizji, czyli mediach dominujących w latach 60.
Prawo z epoki analogowej w cyfrowym świecie
Ustawa z 25 marca 1964 roku, wraz z rozporządzeniem królewskim z 1995 roku, nie uwzględnia internetu, mediów społecznościowych ani urządzeń mobilnych. Skutki tego braku dostosowania są szczególnie widoczne dziś. Mimo że 91 procent mieszkańców Belgii ma urządzenie umożliwiające skanowanie kodów QR – idealnego narzędzia do kierowania pacjentów do certyfikowanych źródeł – przemysł farmaceutyczny nie może z niego korzystać w komunikacji dotyczącej leków bez recepty.
„Stosujemy przepisy z ery analogowej do zachowań cyfrowych. To tak, jakby próbować prowadzić samochód elektryczny, korzystając z instrukcji obsługi Citroëna 2CV” – wskazuje Bachi, zwracając uwagę na anachroniczność obowiązujących regulacji.
Efekt? Pacjenci szukają informacji tam, gdzie mogą: w relacjach innych użytkowników, na forach, w materiałach komercyjnych udających edukacyjne treści lub w filmach na platformach społecznościowych. Brak dostępu do wiarygodnych źródeł grozi błędnymi decyzjami zdrowotnymi, niewłaściwym stosowaniem leków lub opóźnieniem konsultacji lekarskiej.
Postulat modernizacji bez rezygnacji z kontroli
Bachi apeluje o modernizację ram prawnych, podkreślając przy tym, że nie chodzi o rezygnację z kontroli czy nadzoru. Celem zmian byłoby umożliwienie przekazywania naukowo zweryfikowanych informacji za pośrednictwem kanałów, z których pacjenci rzeczywiście korzystają – wyszukiwarek, mediów społecznościowych, aplikacji zdrowotnych czy stron certyfikowanych przez instytucje medyczne.
Organizacja podkreśla, że obecne przepisy powstały blisko trzy dekady temu, w zupełnie innej rzeczywistości medialnej. System prawny nie nadąża za sposobami, w jakie ludzie zdobywają informacje o zdrowiu.
Wyzwania i kontekst europejski
Przestarzałe przepisy dotyczące komunikacji farmaceutycznej to problem, z którym mierzy się wiele państw europejskich. Belgia wyróżnia się jednak wyjątkowo starą podstawą prawną. Kluczowym wyzwaniem pozostaje znalezienie modelu, który umożliwi korzystanie z nowoczesnych narzędzi, przy jednoczesnym zachowaniu wysokich standardów etycznych i merytorycznych.
Oznacza to potrzebę dostosowania regulacji oraz opracowania mechanizmów nadzoru adekwatnych do specyfiki cyfrowej przestrzeni informacyjnej.
„Blisko trzydzieści lat po publikacji ostatnich regulacji, które nadal obowiązują, nadszedł czas, aby dostosować prawo do realiów XXI wieku” – podkreśla Bachi, wskazując na pilność problemu.
Modernizacja przepisów mogłaby pozwolić na wykorzystanie potencjału narzędzi cyfrowych, jednocześnie chroniąc pacjentów przed dezinformacją i nieetycznymi praktykami. Pozostaje pytanie, czy belgijski ustawodawca podejmie decyzję o aktualizacji regulacji, które powstały, gdy internet był domeną wojska i naukowców, a smartfony – jedynie futurystyczną wizją.