Simon-Pierre Savard-Tremblay, federalny deputowany z kanadyjskiej prowincji Quebec, padł we wtorek wieczorem ofiarą napadu w centrum Brukseli. Trzech sprawców zaatakowało go, ukradło zegarek i rozpyliło w jego twarz gaz pieprzowy. O całej sytuacji polityk poinformował w mediach społecznościowych, apelując do osób podróżujących o zachowanie szczególnej ostrożności podczas pobytu za granicą.
Klasyczna metoda na placu de Brouckère
Do zdarzenia doszło przed godziną 20:00 na ruchliwym, turystycznym placu de Brouckère. Jeden z mężczyzn podszedł do posła i zapytał o godzinę, tłumacząc, że jego telefon nie działa prawidłowo. Savard-Tremblay spojrzał na zegarek i udzielił odpowiedzi, nie zdając sobie sprawy, że w ten sposób zwraca uwagę na wartościowy przedmiot na swoim nadgarstku. „Pierwsza lekcja: nie reagować na takie zaczepki i nie eksponować cennych rzeczy” – napisał później, przestrzegając innych.
Atak w bocznej ulicy
Następnie parlamentarzysta skierował się w stronę hotelu. Korzystając z nawigacji, skręcił w mniej uczęszczaną rue du Fossé aux Loups, gdzie trwały roboty drogowe i piesi byli zmuszeni przechodzić wąskim, odizolowanym przejściem. Tam usłyszał za sobą szybkie kroki i poczuł, że ktoś się do niego zbliża. Gdy się odwrócił, zobaczył dwóch kolejnych napastników. „Wszystko wydarzyło się w kilka sekund. Szarpałem się i krzyczałem, próbując zwrócić na siebie uwagę” – relacjonował.
Mimo że – jak sam podkreślił – ma ponad 180 cm wzrostu i solidną posturę, trzem mężczyznom udało się powalić go na ziemię. Jeden zerwał mu zegarek z ręki, drugi użył gazu pieprzowego, który przez wiele godzin powodował silne pieczenie twarzy, oczu, nosa, gardła i płuc. „Druga lekcja: unikać takich odludnych ulic, zwłaszcza gdy jest się samemu. A była dopiero 19:30!” – dodał.
Interwencja policji i gorzki komentarz
Savard-Tremblay zauważył z ironią, że zegarek był wart znacznie mniej, niż mogli przypuszczać sprawcy, sugerując, że większą wartość miałby dla nich jego portfel czy paszport. Po napadzie pomogli mu przypadkowi przechodnie, podając wodę, aby złagodzić skutki działania gazu. Następnie udał się na komisariat, by złożyć zeznania. Funkcjonariusze poinformowali go, że kradzieże uliczne w tej okolicy zdarzają się często, a teren objęty jest monitoringiem.
Polityk powiadomił również służby bezpieczeństwa kanadyjskiej Izby Gmin oraz ambasadę Kanady w Brukseli. W swoim wpisie starał się zachować dystans do sytuacji: „Na razie wyciągam z tego wnioski z umiarem. Żyję. Nie jestem ranny. Lepiej, że mieli przy sobie gaz pieprzowy niż noże. Wyobraźcie sobie, co robią komuś mniej postawnemu. Ostrożności, wszyscy!” – napisał. Jednocześnie przyznał, że jest „głęboko zasmucony tym, że europejskie miasta doszły do takiego punktu”.
Simon-Pierre Savard-Tremblay reprezentuje Bloc Québécois – nacjonalistyczną i suwerenistyczną partię centrolewicową, broniącą interesów Quebecu w kanadyjskim parlamencie federalnym.