Od czasu gdy rząd premiera Charlesa Michela w 2018 r. zdecydował o wyborze F-35 jako następcy wycofywanych z eksploatacji belgijskich F-16, amerykański myśliwiec piątej generacji nie przestaje budzić kontrowersji. Powrót wojny do Europy oraz wyraźne ochłodzenie relacji transatlantyckich w ostatnich miesiącach nadały tej debacie nową dynamikę. Dodatkowe emocje wywołuje fakt, że koalicja Arizona planuje zamówić 11 kolejnych egzemplarzy F-35, oprócz 34 maszyn, których dostawy już trwają. Dziennik Le Soir zwrócił się do belgijskiego resortu obrony i niezależnych ekspertów z prośbą o odpowiedzi na najczęściej pojawiające się pytania dotyczące tego zakupu.
Czy F-35 to najlepszy myśliwiec na świecie?
Taką opinię regularnie wyraża minister obrony Theo Francken (N-VA), a w ostatnim czasie również premier Bart De Wever, były przewodniczący tej partii. Siły zbrojne podkreślają, że F-35 jest obecnie jedynym myśliwcem piątej generacji dostępnym na rynku. Oprócz zaawansowanych zdolności w zakresie wymiany i integracji danych oraz łączności, kluczowym atutem maszyny ma być jej obniżona wykrywalność radarowa, która – według resortu obrony – zapewnia istotną przewagę w realiach współczesnego konfliktu.
Samuel Longuet z Grupy Badań i Informacji na rzecz Pokoju i Bezpieczeństwa (GRIP) przyznaje, że ta właściwość przyniosła konkretne efekty operacyjne. Jako przykład wskazuje naloty przeprowadzone przez Izrael i Stany Zjednoczone na cele w Iranie w czerwcu ubiegłego roku – choć nielegalne w świetle prawa międzynarodowego – podczas których irańska obrona przeciwlotnicza nie była w stanie skutecznie zareagować. Badacz zaznacza jednak, że ograniczona wykrywalność nie oznacza całkowitej niewidzialności i że F-35 może zostać namierzony. Dodaje też, że potencjalni przeciwnicy USA, w tym Chiny, intensywnie pracują nad rozwiązaniami pozwalającymi zniwelować tę przewagę technologiczną, co oznacza, że nie jest ona dana raz na zawsze.
Gaétan Powis, dziennikarz specjalizujący się w tematyce obronnej z francuskiego magazynu Air&Cosmos, podkreśla z kolei, że pojęcie „najlepszego myśliwca” jest uproszczeniem. Każda konstrukcja ma swoje zalety i ograniczenia – F-35 wyróżnia się niską wykrywalnością, ale oferuje mniejszą ładowność uzbrojenia niż niektóre inne samoloty bojowe. Ostateczna ocena zależy więc od zadań, jakie dane państwo zamierza powierzyć swojemu lotnictwu.
Czy Stany Zjednoczone mogą uziemić belgijskie F-35?
Wątpliwości te wiążą się z koncepcją tzw. kill switch, czyli hipotetycznego mechanizmu zdalnego wyłączenia maszyn. Pentagon, koncern Lockheed Martin oraz belgijskie siły zbrojne wielokrotnie zaprzeczały istnieniu takiego rozwiązania. Samuel Longuet zwraca jednak uwagę na inny aspekt zależności: F-35 wymaga stałych aktualizacji oprogramowania, bez których stopniowo traciłby zdolność zaawansowanej analizy i przetwarzania danych – a to właśnie te funkcje stanowią o jego wartości. Ponadto Stany Zjednoczone kontrolują skomputeryzowany system obsługi technicznej oraz globalne zasoby części zamiennych.
Joseph Henrotin, dyrektor badawczy w Centrum Analiz i Prognozowania Ryzyka Międzynarodowego oraz autor książki o F-35 i europejskiej zależności strategicznej, stwierdza wprost, że użytkownik nigdy nie dysponuje tym systemem w pełni niezależnie. Jak wyjaśnia, program powstawał na początku lat 2000., w okresie, gdy współzależność w ramach NATO przekształcała się w dobrowolnie akceptowaną zależność. Obecnie – jego zdaniem – ta równowaga uległa zmianie, a zależność ma charakter wymuszony ze względu na dominującą rolę Waszyngtonu w strukturze decyzyjnej programu.
Dlaczego Belgia wybrała właśnie ten samolot?
W 2018 r. ówczesny minister obrony Steven Vandeput (N-VA) uzasadniał decyzję najlepszym stosunkiem jakości do ceny. Resort obrony podkreśla, że wybór był efektem długiego procesu rozpoczętego w 2014 r. od analizy rynku, a następnie przetargu ogłoszonego w 2017 r. Ostatecznie złożono dwie oferty – na F-35 oraz na Eurofightera produkowanego przez konsorcjum brytyjsko-niemiecko-włosko-hiszpańskie.
Samuel Longuet wskazuje jednak, że początkowo zainteresowanych było więcej producentów. Amerykański Boeing z F-18 oraz szwedzki Saab z Gripenem ostatecznie wycofały się z rywalizacji. Francja nie zgłosiła do przetargu myśliwca Rafale firmy Dassault, proponując zamiast tego szerokie partnerstwo obronne wykraczające poza samą wymianę F-16.
Gaétan Powis zwraca uwagę na jeszcze jeden istotny element: było powszechnie wiadomo, że tylko F-35 może przenosić amerykańskie bomby jądrowe B61 składowane w bazie Kleine-Brogel, a Belgia nie planowała rezygnować z udziału w natowskim mechanizmie współdzielenia broni jądrowej. Obecnie minister Francken otwarcie mówi o zobowiązaniach wynikających z doktryny nuklearnej NATO i argumentuje, że ich realizacja wymaga zakupu 11 dodatkowych F-35 ponad 34 wcześniej zamówione. Samuel Longuet przypomina jednak, że tzw. cele zdolnościowe NATO – określające, jakie zdolności państwa członkowskie powinny rozwijać – nie mają mocy prawnie wiążącej. Wybór konkretnego modelu samolotu, liczba zamówionych maszyn czy udział w programie nuklearnym to decyzje polityczne podejmowane przez rządy.
Czy Belgia mogłaby kupić inne samoloty?
W kontekście napięć w relacjach z administracją Donalda Trumpa wielu deputowanych federalnych – nie tylko z opozycji – podnosi kwestię zależności belgijskiej armii od Stanów Zjednoczonych. Resort obrony mówi raczej o współzależności, jednak pojawiają się postulaty zakupu europejskich myśliwców. Rząd i dowództwo sił zbrojnych wskazują, że utrzymywanie dwóch odrębnych flot oznaczałoby znaczny wzrost kosztów, a nawet ich podwojenie w obszarze infrastruktury, szkolenia i logistyki. Trzej eksperci cytowani przez Le Soir podzielają tę ocenę, choć zauważają, że w przeszłości Belgia eksploatowała równolegle dwa typy samolotów bojowych. Samuel Longuet zaznacza jednak, że miało to miejsce w okresie, gdy lotnictwo dysponowało znacznie większym potencjałem, co ułatwiało rozłożenie kosztów.
Przestrzeń powietrzna i szkolenie pilotów
Pytanie o wielkość belgijskiej przestrzeni powietrznej w kontekście szkolenia na F-35 nie jest nowe i nie dotyczy wyłącznie tego modelu. Siły zbrojne podkreślają, że od lat standardem jest organizowanie części ćwiczeń za granicą. Zmiana charakteru zagrożeń oraz rosnące możliwości technologiczne potencjalnych przeciwników wymagają prowadzenia działań na większych dystansach, co dodatkowo przemawia za szkoleniem poza terytorium kraju. Stanowisko to potwierdzają wszyscy trzej eksperci.
Opóźnienia i dodatkowe koszty programu
Gaétan Powis przypomina, że rozwój F-35 trwał dłużej, niż pierwotnie planowano. Pojawiały się też trudności związane z kolejnymi modernizacjami – samolot jest rozwijany etapami, a najwcześniej wyprodukowane egzemplarze nie oferują tych samych zdolności co najnowsze wersje. Koszty utrzymania okazały się wyższe od prognozowanych, generując dodatkowe wydatki, a pandemia COVID-19 zakłóciła łańcuchy dostaw i produkcję.
Belgijskie siły zbrojne bronią jednak warunków finansowych kontraktu, podkreślając, że rząd zapłacił cenę rynkową – około 100 mln euro za egzemplarz, porównywalną z kosztem francuskiego Rafale. Wynegocjowano znaczący rabat na cenę jednostkową, a rząd USA zrezygnował z obciążania Belgii kosztami rozwoju programu. Zdaniem resortu obrony, choć niezależne raporty wskazują na wymknięcie się kosztów rozwojowych spod kontroli, nie wpływa to na sytuację Belgii jako klienta. Łączne oszczędności względem pierwotnego budżetu zakupu mają wynosić 500 mln euro. Zapytany w miniony weekend przez portal Breaking Defense o możliwość wzrostu ostatecznej ceny – podobnie jak w przypadku Szwajcarii – minister Francken odmówił komentarza.