Około 150 osób uczestniczyło w czwartkowy wieczór w demonstracji przeciwko faszyzmowi i skrajnej prawicy na Saint-Josse-ten-Noode w Brukseli. Manifestacja była początkowo reakcją na zapowiedź flamandzkiej nacjonalistycznej organizacji Voorpost, która planowała w stolicy upamiętnienie gwałtownej śmierci francuskiego aktywisty Quentina Deranque’a, do której doszło w ubiegłym tygodniu w Lyonie. W obawie przed możliwymi napięciami i konfrontacjami Voorpost wycofał się jednak ze swojej inicjatywy jeszcze tego samego dnia.
Voorpost rezygnuje, kontrmanifestacja i tak się odbywa
Zgromadzenie organizowane przez skrajnie prawicową i flamandzką nacjonalistyczną grupę Voorpost miało odbyć się pod budynkiem Wspólnoty Francuskiej przy placu De Chokier, w pobliżu stacji metra Madou. W odpowiedzi na te plany brukselski Front Antyfaszystowski (Front Antifasciste Bruxellois) zaapelował do środowisk lewicowych o mobilizację i obecność na miejscu, podkreślając, że nie należy oddawać Saint-Josse w ręce faszystów.
W czwartek po południu Voorpost ogłosił jednak odwołanie swojego wydarzenia. Organizacja tłumaczyła decyzję względami bezpieczeństwa, wskazując, że w planowanym upamiętnieniu miały wziąć udział rodziny z dziećmi, za których bezpieczeństwo nie chciała brać odpowiedzialności w napiętej atmosferze. Jednocześnie zapowiedziano, że inicjatywa zostanie zorganizowana w innym terminie.
Śmierć Quentina Deranque’a dzieli Francję
Bezpośrednim impulsem do wydarzeń w Brukseli była śmierć 23-letniego Quentina Deranque’a, która wywołała silne emocje we Francji i pogłębiła napięcia między środowiskami skrajnej lewicy i skrajnej prawicy. Młody działacz i student zginął w ubiegłym tygodniu po ataku podczas manifestacji w Lyonie, zorganizowanej przez skrajnie prawicowy kolektyw Némésis. Według dostępnych informacji za atakiem miała stać antyfaszystowska i skrajnie lewicowa grupa La Jeune Garde, łączona z francuskim deputowanym z partii La France Insoumise (LFI).